Aktualności Kontakt
ul. 11 Listopada 7a
62-510 Konin
tel. (63) 242 52 65
fax. (63) 242 63 89
e-mail: 2lokonin@gmail.com

Nicola Dębowska: - Na początku chciałam zapytać o coś, o co zapewne byłeś wiele razy pytany. Mianowicie mam na myśli, że słuchając Twoich utworów nie da się nie zauważyć autobiograficznego wydźwięku. Sformułowanie „w sercu mam ranę” pojawia się co najmniej w dwóch piosenkach. To mylne wrażenie odbiorców, czy faktycznie tak jest?

 

Tomasz Organek:-Faktycznie tak jest. Nie da się pisać piosenek, które się pisze szczerze i od serca bez zajrzenia do swoich przeżyć, doświadczeń. Nie da się nie czerpać ze swojego życia, bo to jest naturalne, że to co przeżywamy i to co mamy w głowie, jakimi jesteśmy ludźmi, jak się zachowujemy, to co myślimy, robimy, wynika z całego naszego doświadczenia dorastania, dzieciństwa itd. I kształtowania osobowości, którą kształtujemy na doświadczeniach i nie da się tego odseparować pisząc teksty. Teksty w dużej mierze są jakimś doświadczeniem własnego życia. Czasami są one bardziej zakamuflowane, czasem mniej, ale są bardzo wyraźne. I tak zostanie, bo nie wyobrażam sobie, żebym w oderwaniu od życia pisał swoje teksty. To byłoby po prostu nieszczere. Nieprawdziwe.

 

N.D.- A jest jakiś utwór, który jest 100% Tobą?

 

T.O- Nie umiem tak podzielić swoich piosenek, bo to tak jakby wybierać ładniejsze dziecko . Wszystkie piosenki są moje i one są podyktowane chwilą, chwilową emocją, ale jednak one się biorą ze mnie, z mojej emocjonalności, mojego doświadczenia. Na pewno są takie utwory, które są..nie tyle bardziej udane, co bardziej mnie wyrażają i dosięgają głębszych emocji, ale są też takie, które są na powierzchni. Na pewno piosenka „Czarna Madonna” czy „Nie lubię” z 1 płyty, czy „Italiano” to są takie piosenki, które są mi bardzo bliskie i wynikają z potrzeby podzielenia się głęboką i intymną emocją.

N.D.- Istnieje opcja, że muzyka się znudzi? Stwierdzisz „basta, przestaję to robić, przestaję grać, śpiewać, zaczynam inną drogę”

 

T.O- Słuchaj, z taką ewentualnością też się godzę. Jest to możliwe, zdaję sobie z tego sprawę. Widzę to po moich starszych kolegach i koleżankach, którzy po latach grania przestają to robić, znajdują inne zajęcie i mogą się gdzieś indziej wypowiedzieć, bo na tym polu muzycznym powiedzieli już wszystko i nie mają pomysłów na kolejne, dobre płyty. Nie wiem, czy tak będzie. Mam nadzieję, że nie, bo chciałbym grać naprawdę do końca swoich dni...ale co będzie, to czas pokaże. Na pewno mam pomysły jak ten czas zagospodarować- inaczej niż poprzez muzykę, ale nie chciałbym tego robić, bo to jest piękne życie. Piękne i trudne. Pełne wyrzeczeń. Jeździmy po Polsce i po świecie. Robimy dokładnie to co chcemy. Nie jesteśmy związani morderczym kontraktem z producentami, którzy nam dyktują, co mamy robić. Jesteśmy niezależnym zespołem, gramy to co chcemy. Nie ma nic fajniejszego i spełniającego potrzebę wypowiedzenia się. Mam nadzieję, że to się nie zmieni i że ciągle będę miał coś nowego do powiedzenia w jakiś atrakcyjny sposób dla mnie- że ja i moi koledzy nie będziemy się nudzić. Ale nie wiem, zobaczymy.

 

N.D- Czyli muzyka jest jednak głównym priorytetem?

 

T.O. Tak, oczywiście. Szerzej i szumniej powiedziawszy- sztuka estradowa, w której zawiera się oczywiście granie koncertów, ale też pisanie tekstów, bo to jest coś, co mnie skłoniło przede wszystkim do założenia zespołu rockowego, bo w takim zespole można sobie stworzyć wspaniałą przestrzeń do mówienia do ludzi. Do śpiewania autorskich piosenek. Zawsze chciałem to zrobić i udało mi się. Wypowiedź liryczna to to, co najbardziej mnie interesuje i rozwijam się w tym kierunku, bo nie tylko piszę teksty piosenek, ale też np. opowiadania, więc to mnie bardzo zajmuje.

 

 

 N.D- Jesteś w grupie artystów, którzy nie mogą słuchać swoich utworów? Towarzyszy Ci dziwne uczucie, gdy słyszysz swoją piosenkę w radiu?

 

T.O- Nie nie. Może to się bierze z małego doświadczenia, chociaż nasze doświadczenie jest tak naprawdę kilkunastoletnie, ale nie mam takiego odczucia, że którejś piosenki tak strasznie nie mogę słuchać, że mnie drażni...może ze dwie z dawnego okresu, ale nie mam takiego uczucia. Po prostu słyszę wtedy zapis jakiegoś momentu w czasie -być może myślę sobie, że pewne rzeczy można było zrobić inaczej, ale to nie jest takie wrażenie „O Jezu! Co ja nawyrabiałem”. Dzięki temu, że słyszę te piosenki w radiu i ten czas od wydania płyt cały czas upływa, to widzę jaki postęp zrobiliśmy. To ma walor edukacyjny.

 

N.D- Jak wspominasz swój udział w „Męskim Graniu” i koncert na Woodstocku? Czułeś dumę grając dla tylu tysięcy ludzi?

 

T.O.- Woodstock to był koncert na początku naszej kariery. To był 2015 rok, czyli rok po wydaniu płyty, więc to były początki zespołu, ale już byliśmy na tyle okrzesani, że na tej dużej scenie-  graliśmy wieczorem na dużej scenie, co było w tamtym momencie dla nas dużym wydarzeniem, zresztą dla każdego jest, bo duża scena na Woodstocku, jeszcze wieczorem to jest marzenie każdego artysty- wspaniałe uczucie. To było bardzo ważne wydarzenie i po Woodstocku dostaliśmy masę pozytywnych opinii i mam wrażeniem, że ta kariera nabrała wtedy tempa. Co do „Męskiego Grania”- ono zdarzyło się później, bo ja byłem najpierw w orkiestrze u Andrzeja Smolika, później zostałem sam dyrektorem tej orkiestry. Rok temu pracowałem z Dawidem Podsiadło i O.S.T.R. W tym roku z Moniką Brodką i Piotrkiem Roguckim, więc ja się tego uczyłem na bieżąco. Byłem tak jakby w „Męskim Graniu” przez 4 lata. Ja krzepłem, uczyłem się tego męskiego grania i mam wrażenie, że zrobiliśmy bardzo dobrą robotę. Płyty sprzedają się doskonale, bo płyta z zeszłego roku jest nadal w pierwszej „dziesiątce” w Empiku.

 

N.D- Bardzo dziękuję za wywiad i do zobaczenia na koncercie

 

T.O- Do zobaczenia!

 

Realizacja: LM Internet
(c) Copyright by Drugie Liceum 2010. Wszelkie prawa zastrzeżone.