Aktualności Kontakt
ul. 11 Listopada 7a
62-510 Konin
tel. (63) 242 52 65
fax. (63) 242 63 89
e-mail: 2lokonin@gmail.com

Wywiad Natalii Krzymińskiej (Koło Naukowe Medioznawców) z Patrycją Chowańską

Natalia: Pół roku temu opowiedziałaś nam o akcji w której zamierzałaś wziąć udział i tak też się stało. Kiedy narodził się pomysł, żeby w ogóle wziąć udział w wolontariacie i dlaczego akurat do Afryki?


Patrycja: Pomysł na mój wolontariat narodził się, kiedy byłam w gimnazjum i pierwszy raz poszłam na spotkanie misyjne z misjonarzem z Afryki i po jego prelekcji stwierdziłam, że właśnie tam ja też muszę pojechać. Wtedy nie wiedziałam w jakim charakterze, dopiero po tym jak poszłam na studia stomatologiczne, stwierdziłam, że wyjadę jako lekarz, jako dentysta.

N: A zastanawiałaś się nad innymi częściami świata czy jednak Afryka zakorzeniła się w sercu na dobre?

P: Afryka pozostała w moim sercu i pozostanie na zawsze. Na pewno będę chciała wyjeżdżać do innych krajów Afryki, a co dalej? Zobaczymy.

N: Trzymamy w takim razie kciuki. A powiedz nam, jakie były Twoje pierwsze wrażenia, z kilku pierwszych dni. Co cię najbardziej zaskoczyło w Afryce? Tak na „pierwszy rzut oka”?


P: Ciężko mi powiedzieć co mnie zaskoczyło, ale pierwsze wrażenia jakie miałam to gorące, gorące przyjęcie, kiedy weszłam pierwszy raz do mnie na misję i akurat przed okresem świątecznym u nas, na misji, było bardzo dużo  ludzi z Tanzanii, którzy przyjeżdżali też na rekolekcje. Ledwo przyjechałam, a już nosili mnie na rękach, dziękowali. Następnie, kiedy podczas Mszy w naszym kościele ks. Wojtek, który jest tam misjonarzem od 27 lat, przedstawił mnie ludziom z wioski; generalnie ludzie po Mszy przychodzili do mnie, mówili coś w suahili, wtedy jeszcze nie rozumiałam, ale ogólnie były to słowa podziękowania i wdzięczności, jeszcze zanim tak naprawdę zaczęłam pracę, a już oni dziękowali i byli przeszczęśliwi, że ja tam przyjechałam.

N: Jak sobie wyobrażałaś swój pobyt w Afryce - tę przygodę, a z jakimi realiami się spotkałaś? Czym się różniło to, czego oczekiwałaś od tego, co dostałaś?


P: Przed wyjazdem tam, tak naprawdę nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Co tam będzie, czego nie będzie, co  muszę zabrać ze sobą. Tak naprawdę okazało się, że wszystko to, co jest potrzebne, jest dostępne. Nie wszystko na wiosce, ale już w mieście, które jest oddalone o 40km od mojej wioski, było dostępne. Myślałam też, że nie ma tak naprawdę nawet żadnego miejsca, żeby wyjść w tej wiosce, a tu się okazało, że jest hotel, że jest wiele barów, ponieważ Ci ludzie są bardzo, bardzo prospołeczni, bardzo lubią ze sobą spędzać czas i generalnie jak tylko mają możliwość to wychodzą, nie siedzą w domach, spędzają czas ze znajomymi, z rodzinami i właśnie chodzą czy do barów, czy do innych ludzi do domów.

N: Gdybyś miała przed sobą Afrykańczyka i Europejczyka, jakie znaczące różnice między nimi dostrzegasz?


P: Em… kolor skóry (śmiech). Ciężko jest mi powiedzieć, dlatego że Tanzańczycy są też bardzo zróżnicowani, bo jest tam ponad 200 plemion i poza tym, że mają wspólną tanzańską kulturę to każde plemię ma też jeszcze swoją. Ludzie z wioski zachowują się inaczej niż ludzie z miasta, ale to chyba też tak, jak u nas. Ciężko naprawdę powiedzieć o znaczących różnicach jak się pierwszy raz zobaczy taką osobę, ale jak już się wejdzie bardziej w to społeczeństwo, no to są plemiona, gdzie można mieć wiele żon, wiele kobiet, ludzie w niektórych plemionach mają po jedno, dwójkę dzieci, bo chcą te dzieci wyedukować. W innych plemionach mają po jedenastkę dzieci, także ciężko jest generalnie, moim zdaniem, określić Tanzańczyka jako ogół.

N: Powiedz mi: czy ta przygoda, ten wylot do Afryki, zmienił jakoś twoje nastawienie do pewnych rzeczy? Może rzucił nowe światło na pewne sytuacje? Czy wniósł coś do twojego życia?


P: Zdecydowanie tak. Przed wyjazdem t a m, myślałam, że patrzę na pewne rzeczy w sposób w jaki chcę patrzeć, ale dopiero po pobycie w Afryce , po spędzeniu czasu z tymi ludźmi, po rozmowie z nimi, po wejściu w ich kulturę, ich rodziny – dopiero zobaczyłam i pewne rzeczy tutaj zaczęły mnie jeszcze bardziej drażnić. Tutaj cały czas ludzie narzekają, gdzie tak naprawdę mają wszystko. To jest źle, to nie jest niedobrze, słońce to źle, deszcze też źle. A tam, cieszą się ze wszystkiego! Mówią „zobacz, jest słońce, dzisiaj ciepło. Dzisiaj deszcz – to błogosławieństwo, bo będą lepsze plony”. Ciężko jest mi tak naprawdę opisać to, bo to są bardzo takie… duchowe wrażenia. Ale zdecydowanie wiele się we mnie zmieniło.

N: Jest coś za czym w ogóle tęskniłaś będąc w Afryce? W sumie miałam zapytać „za czym tęskniłaś najbardziej?", ale tylko chwalisz tę Afrykę i powątpiewam, czy w ogóle za czymś tęskniłaś.


P: (śmiech) Jedyne, za czym tęskniłam, to rodzina i przyjaciele.

N: Doszły do nas nieprzyjemne informacje, że zachorowałaś, mimo że poddałaś się seriom szczepień. Co się stało? Czy coś poszło nie tak?


P: To znaczy… zachorowałam na malarię, a na malarię nie ma szczepień. Jest to choroba przenoszona przez komary. Zachorowałam raz, co i tak uznane jest za szok. Pewnego razu bardzo zostałam pogryziona przez komary no i po około 2. tygodniach, bo tyle trwa okres utajenia, zachorowałam i leżałam w szpitalu przez 3 dni, ale wydaje mi się, że to bardziej ze względu na to, że byłam ich wolontariuszką i chcieli o mnie bardziej zadbać. Malaria dla nich jest jak dla nas grypa. To jest tak popularna choroba, tak częsta; mają bardzo dobre leki. Generalnie nie można lekceważyć żadnych symptomów, nawet ból głowy – warto iść, przebadać krew, bo często malaria przebiega bezobjawowo, a czasami z bardzo ciężkimi objawami tak jak u mnie. Ja w przeciągu godziny osłabłam tak, że nie byłam w stanie sama się napić wody, ale na drugi dzień po południu już wszystko było okej.

N: A spotkały Cię jeszcze jakieś niemiłe sytuacje, incydenty?


P: Raz, kiedy jechałam z moją… siostrą, bo muszę powiedzieć o niej „siostra”, odwiedzić jej rodzinę, musiałyśmy przepłyną na drugą stronę Jeziora Wiktorii i podczas wejścia na prom, kazali nam zostawić duże bagaże w autobusie. No i ja swój oraz jej bagaż niosłam ze sobą – jej bagaż na plecach, swój w ręce, ponieważ ona prowadziła dwójkę dzieci. I gdy zobaczyli, że biały człowiek niesie, to ukradli nam te bagaże. Tylko nasze (śmiech). Ale poza tym, przez pół roku nie działo się nic.

N: Mając na uwadze zarówno plusy, jak i minusy całego pobytu – czy decydowałabyś się polecieć jeszcze raz?


P: Zdecydowanie tak i wracam już tam we wrześniu, teraz prywatnie, na miesiąc. Na pewno będę chciała wyjechać kolejny raz na misję, może do innych miejsc. Będę starała się pomagać ludziom, którzy będą chcieli tam wyjeżdżać i w razie jakichkolwiek pytań zawsze będę do usług.

N: Jakich kilku podstawowych rad  udzieliłabyś komuś, kto zamierza wylecieć do Afryki, aby pomagać?


P: Po pierwsze: nie bać się! Nie ma się czego bać, Po drugie… na pewno odezwać się do osoby, która już gdzieś tam była. Ja też tak zrobiłam przed swoim wyjazdem i dużo mi to pomogło, bo mniej więcej miałam wszystko nakreślone. A tak poza tym to po prostu: jechać i zobaczyć co tam jest, bo to jest takie miejsce, że nie da się tego opisać.

N: Na koniec jakbyś mogła dokończyć zdanie: Afryka jest…


P: O jeny, daj się zastanowić (śmiech). Afryka jest… niesamowita, wciągająca i bardzo ciężko stamtąd wyjechać.

N: Dziękuję bardzo, cieszymy się, że nas odwiedziłaś.


P: Również dziękuję, ja także się cieszę.
 

Realizacja: LM Internet
(c) Copyright by Drugie Liceum 2010. Wszelkie prawa zastrzeżone.